Depresja poporodowa taty? Myślałby kto!

Kiedy kobieta zachodzi w ciążę nikogo nie dziwi, że niemal cała uwaga otoczenia skupia się wokół niej. Przecież na pierwszy rzut oka zmiany wiążące się z tym faktem dotyczą właśnie matki. Wydaje się zatem oczywiste, że otoczenie interesuje się jej rosnącym brzuchem, samopoczuciem i jej nastrojami. Z troską i uwagą podchodzi się do huśtawek nastroju jakie przeżywa, lepszych i gorszych dni, mniejszych i większych dolegliwości. Kobieta staje się niezwykle ważna, a to co niebawem ma się dokonać sprawia, że wszyscy wokół, z szacunkiem wobec zbliżającego się aktu, zastygają w cierpliwym oczekiwaniu.

Moment próby

Wydarzenia tych dziewięciu miesięcy, potem poród i nowa rzeczywistość, która następuje po przyjściu na świat małego człowieka, powodują że w życiu świeżo upieczonych rodziców wydarza się gigantyczne przemeblowanie. Niezależnie od tego czy ciąża była planowana, czy zaskoczyła partnerów, czy dziecko było wyczekiwane, czy nie – pojawienie się malucha i nowo powstałej sytuacji „triady”, wystawia młodych rodziców na niewątpliwą próbę. Głośno należy mówić o tym, że niezależnie jak dojrzałymi i odpowiedzialnymi jesteśmy rodzicami, prędzej czy później kobieta wpadnie w szloch, a mężczyzna wyjdzie z domu trzaskając drzwiami. A wszystko przez to, że powoli zaczyna docierać do nas, jak poważna i nieodwracalna zmiana dokonała się w naszym życiu.

Prawo do trudnych momentów

Dlatego warto wiedzieć, że po narodzinach dziecka trudne momenty mogą się przytrafić. Dajmy więc sobie i partnerowi do nich prawo. Kiedy bowiem zrozumiemy wzajemne przeżycia, damy sobie większą szansę by zachować wspólny dialog, a w ciężkich chwilach wciąż być dla siebie oparciem. Wówczas prawdopodobne jest, że owa rewolucja (bolesne kolki, nieprzespane noce, czy wielogodzinny płacz malucha) będzie choć trochę łatwiejsza do opanowania.

Jak rodziły nasze matki, babki i prababki?

W czym zatem rzecz? Czemu to tak skomplikowane, a wydawało się proste? Rodziły nasze matki, babki i prababki i im to przecież jakoś szło? A dziad, pradziad i nasz własny ojciec, jakoś to w końcu przetrwali!

Zatem od początku...

Pojawienie się dziecka, jakkolwiek było wyczekiwane i niosło ze sobą radość, zaburza znany nam dotąd rytm i sposób w jaki żyliśmy. Mały człowiek sprawia, że oboje rodziców zalewa natłok uczuć, które skumulowane mogą powodować psychiczne pogorszenie samopoczucia. I w takiej sytuacji, wydaje się (choć rzecz jasna zależy to od kontekstu i indywidualnej sytuacji każdego z nas), że w pewnym sensie kobiety mają łatwiej. Coraz powszechniej mówi się bowiem o emocjonalnym obliczu zarówno ciąży, jak i macierzyństwa – zwłaszcza pierwszego roku. Mało kto dziś nie słyszał o „baby bluesie”, depresji poporodowej i innych pokrewnych hasłach. Powszechniejszy stał się dostęp do rozmaitych form wsparcia i edukacji dla młodych i przyszłych matek. Słowem, kobiety w okresie okołoporodowym mają spore zaplecze informacyjne i różne formy wsparcia, z których mogą korzystać. Panuje też powszechna zgoda i akceptacja na gorsze nastroje kobiet. Mają ten przywilej, że wolno im się bać, płakać i przeżywać jawnie smutek.

A gdzie w tym wszystkim jest mężczyzna? Co z jego przeżyciami?

Silne jest społeczne przyzwyczajenie do tego, że partner w całym tym zamieszaniu ma się „jakoś odnaleźć”. Oczekuje się też, że niezależnie od wszystkiego ma być oparciem dla partnerki i się „jakoś trzymać”. Tymczasem niewiele się myśli o tym, że ojcowie równie mocno przeżywają ciążę, moment porodu, a następnie pojawienie się noworodka. Często jednak mają kłopot by okazać swój lęk i obawy.

Mężczyzn traktuje się o wiele surowiej i co ciekawe ta tendencja dotyczy nie tylko otoczenia i najbliższej rodziny. Temu przekonaniu, z niezwykłą pokorą, ulegli także oni sami. A przecież świeżo upieczony tata ma prawo czuć się równie zdezorientowany, jak jego partnerka. Najczęściej jednak, z wielu powodów, nie decyduje się na to by okazać to zagubienie. W niesprzyjających okolicznościach może to niekorzystnie wpływać zarówno na formę psychiczną młodego taty, jego relację z matką dziecka, a nawet na budowanie więzi z potomkiem. Należy wiedzieć, że w przeżywaniu takich rozterek nie ma nic nagannego, natomiast kiedy zaczynają one destrukcyjnie wpływać na wydarzenia nowopowstałej rodziny, trzeba podjąć zdecydowaną interwencję. Nie wolno zaniedbać tego kryzysu.

Czy to depresja?

Lęki, których doświadczają ojcowie mogą mieć różne pochodzenie, tak samo jak różny może być sposób ich przeżywania. Rzadko mówimy o typowym, klinicznym obrazie depresji. Częściej spotkamy się z jej subtelniejszymi, bardziej maskowanymi formami. Zdarzyć się może, że tata nowonarodzonego bobasa uznaje, że to najlepszy moment w jego życiu by rozpocząć codzienny kurs języka japońskiego (przecież od dawna o tym marzył) albo intensywne treningi squasha. Bierze dodatkowe zlecenia w pracy lub za niezbędny uznał swój udział w konferencji w Ułan Bator. Panowie ze swoim zagubieniem radzą sobie „poza domem”. Rozładowują napięcie w zadaniach, które na siebie nakładają. Czasami sprawiają przy tym wrażenie, jakby nic w ich życiu się nie zmieniło, ale często popadają także w marazm i wycofanie emocjonalne.

To zachwianie jest mieszaniną wielu różnych emocji, trochę w zależności od tego kim jest młody tata, jakie ma doświadczenia z własnego życia, jak znosi stres, jaka jest jego dojrzałość emocjonalna itd. Mężczyźni często boją się konfrontacji ze swoim dzieciństwem, zwłaszcza gdy mają trudne doświadczenia z własnym ojcem. Mała istota potrafi otworzyć wiele trudnych wspomnień, przez co spowodować lęk – czy ja będę umiał być lepszy? Równie często za pogorszeniem samopoczucia stoi trudność z pogodzeniem się utraty dotychczasowego, beztroskiego życia, w którym było się samemu dla siebie. Wywołuje to sprzeciw i brak zgody na to, że od teraz podporządkowanie ma dotyczyć potrzeb kogoś innego. Symbolicznie ujmując ten wątek, można powiedzieć, że jest to swego rodzaju pożegnanie z byciem chłopcem.

Zdarza się też, że mężczyźni odczuwają żal, smutek i pewną zazdrość o uwagę swoich partnerek. Z chwilą, gdy pojawia się dziecko, całe zaangażowanie kobiet skupia się na małym konkurencie. Uczucie, że jest się teraz mniej ważnym, mniej zauważanym, że schodzi się na dalszy plan z jednej strony może wywoływać przygnębienie, z drugiej zaś poczucie winy.

Z pewnością nie można pominąć w tym miejscu tak istotnego elementu jak odpowiedzialność finansowa, która zazwyczaj w tym momencie spada na barki partnera. Obowiązek stworzenia finansowego zaplecza dla całej rodziny również może być źródłem wielu stresów i wewnętrznych napięć.

Pojawienie się dziecka jest doświadczeniem niezwykle silnie uruchamiającym sferę przeżyć obojga partnerów. Każda ze stron boryka się z tą zmianą na swój sposób, dlatego więc należy edukować przyszłych rodziców o możliwych reakcjach na pojawienie się w domu nowego lokatora.

Mężczyznom nie przychodzi łatwo przyznawanie się do tego, że też mają swoje uczucia, że zdarza im się cierpieć, czuć słabość i strach. Jeszcze trudniej jest im mówić o swoich stanach na głos, dlatego mają tendencję by te przeżycia tłumić w sobie. W dłuższej perspektywie nie jest to jednak dobra metoda radzenia sobie z napięciami. Może bowiem nieść ze sobą wysokie koszty, odbić się na zdrowiu i relacjach z najbliższymi. Zawsze warto podjąć próbę rozmowy z partnerką. Gdyby okazało się to niemożliwe (kobieta także w tym czasie bywa w gorszej formie psychicznej), ulgę może przynieść rozmowa z innymi ojcami, którzy potrafiliby z życzliwością dodać otuchy. Jeżeli sytuacja zaczyna się komplikować, to warto udać się po pomoc do specjalisty i szukać rozwiązań u fachowca.

Podsumowując warto wnieść apel, by panowie uczyli się słuchać własnych emocji i traktowali samych siebie z troską. Z pewnością przyniesie to wiele cennych zmian w ich wewnętrznym świecie. Za wzór niech posłuży nam dzisiejszy wizerunek ojca, coraz powszechniej spotykany na ulicach. W naszych czasach widok taty pchającego wózek, huśtającego pociechę na pobliskim placu zabaw, tulącego, całującego, czy mówiącego do dziecka o swojej miłości stał się zupełnie naturalny – nie dziwi i nie zawstydza.

Dokonał się duży przełom w okazywaniu czułości. Dlaczego więc nie miałby się dokonać jeśli chodzi o ludzką słabość, która w różnych momentach dotyczy przecież każdego z nas.

Magdalena Tymińska
psycholog