Dzieci – Widma z „obozu przy ulicy Przemysłowej” w Łodzi

Każdy z nas wie, że dziecko potrzebuje opieki rodzica. Rodzic do pewnego wieku jest dla dziecka całym światem. Podczas jego nieobecności dziecku może stać się krzywda nawet w pozornie bezpiecznym domu. Co stałoby się z naszymi dziećmi, gdyby nagle nas zabrakło? Nieprzygotowane Maluchy, nieznające świata poza swoimi czterema ścianami wyszłyby na ulicę. W szoku i panice przeżyłyby kilka dni. Starsze i bardziej samodzielne szukałyby kontaktu z bliskimi. Być może ktoś zainteresowałby się ich losem i skierował sprawę na policję. Co jednak stałoby się gdyby dzieci nie mogły liczyć na niczyją pomoc? Gdyby zamiast pomocy dorosłych na ulicy zetknęłyby się z nienawiścią i przemocą. Te silniejsze znanymi sobie metodami próbowałyby przetrwać, inne skazane byłyby na pewną śmierć. Jeszcze inne mimo prób przetrwania skazane byłyby na przymusowy wyrok przebywania w „Obozie przy ulicy Przemysłowej”…

Polen-Jugendverwahrlager der Sicherheitspolizei in Litzmannstadt to obóz prewencyjny, powstały 11 grudnia 1942 roku z wydzielonej części łódzkiego getta, przez to getto otoczony był z każdej strony. Trafiło do niego łącznie od 5 do 10 tysięcy nie tylko młodzieży do 16 roku życia, ale też dzieci od 2 do 6 lat …

Dlaczego powstał?

Heinrich Himmler, jeden z głównych przywódców hitlerowskich Niemiec, szef SS, Gestapo, niemieckiej policji odpowiedzialny za eksterminację Żydów w Europie, człowiek niemal niezbędny dla Adolfa Hitlera argumentował konieczność utworzenia obozu dla dzieci i młodzieży „na wschodnich terenach Niemiec, szczególnie w Okręgu Warty” (tak, mowa o Łodzi) ogromnym zaniedbaniem i prymitywizmem życia Polaków w tych regionach, które miało mieć bezpośredni wpływ na młodzież niemiecką. „Dzieci polskie, wałęsające się bez jakiegokolwiek nadzoru i zajęcia, handlują, żebrzą, kradną, stając się źródłem moralnego zagrożenia dla młodzieży niemieckiej”.

05-03b-wiezien-jerzy-grendaKto trafiał do „obozu dla dzieci”?

Do obozu trafiały dzieci oraz młodzież skazani przez niemieckie sądy za wykroczenia (np. „nielegalnie nabył karty żywnościowe”, „ojciec na robotach w Rzeszy, matka w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu, dzieciom grozi zaniedbanie”, „kradnie z innymi dziećmi owoce w ogrodach, zwłaszcza obywateli niemieckich; matka nie troszczy się o niego, ojciec nie żyje”, „znalezione w wieku 3 lat dziecko, które przebywało w sierocińcu w Katowicach, jest kaleką. Trudne do wychowania, trzęsie głową, moczy łóżko, ma skłonności do kradzieży”). Były to dzieci mniejsze i młodzież nie tylko z regionu łódzkiego, ale także Śląska, Zagłębia Dąbrowskiego, Wielkopolski, Pomorza i Mazowsza.

Dlaczego dzieci nie mogły trafiać do zastępczych opiekunów i uczęszczać do szkoły?

Wojna rozbiła wiele polskich rodzin, na ulicach pojawiły się sieroty po rodzicach zabitych, lub aresztowanych przez nazistów. Polskie szkoły zamknięto. Według założeń z 1941 roku, kiedy po raz pierwszy pojawił się pomysł założenia „Obozu przy ulicy Przemysłowej” miał być miejscem, w którym przetrzymywać będzie się polską młodzież przyłapaną na drobnych kradzieżach, lub tę jej część której rodzice zostali aresztowani lub straceni.

Oprócz dzieci osieroconych, próbujących przetrwać w wojennej rzeczywistości, odrębną grupę stanowiły dzieci członków ruchu oporu i więźniów politycznych skazanych przez nazistowskie sądy, które Niemcy uważali za „dzieci terrorystów polskich”.

kinder2

Czym zajmowały się dzieci w obozie?

Na śniadanie i kolację dzieci zjadały kromkę suchego chleba i wypijały kubek czarnej kawy bez cukru, na obiad zupę z ziemniaków w łupinach lub z brukwi, bez tłuszczu. Trzy razy w miesiącu dzieci otrzymywały łyżkę marmolady buraczanej lub psującego się twarogu. Dzień zaczynał się o godzinie szóstej rano, Dzieci ciężko pracowały codziennie od godziny ósmej do szesnastej, pomimo zakazu wykorzystywania dzieci poniżej 12 roku życia do pracy. Wszystko co dzieci wykonywały, lub naprawiały w trakcie swojej pracy zostało przekazywane potrzeby Wehrmachtu (siły zbrojne III Rzeszy Niemieckiej).  Nad dziećmi znęcano się fizycznie. Dzień kończył się o godzinie dwudziestej drugiej.

Kto sprawował „opiekę” nad polskimi dziećmi w „Obozie przy ulicy Przemysłowej”?

Za wysokim drewnianym płotem o bezszczelinowej konstrukcji dzieci „pilnowali” funkcjonariusze i pracownicy cywilni – volksdeutsche (obywatele innych państw, którzy w 1941 podpisali volkslistę – była to próba podziału ludności polskiej na tę, która ma, lub nie ma pochodzenia niemieckiego). Obóz podlegał bowiem pod łódzką placówkę policji bezpieczeństwa (Sicherheitspolizei in Litzmannstadt).

Najokrutniejsi „wychowawcy”

Do najbardziej okrutnych „wychowawców” z obozu należeli czterej zbrodniarze wojenni skazani po wojnie na karę śmierci, lub więzienia.

Edward August – przed masakrami jakich dopuszczał się na dzieciach z obozu starali się go powstrzymać nawet jego współpracownicy. Był „stale pijany. Z rozkoszą poddawał je najwymyślniejszym torturom. Bił, kopał w najczulsze miejsca, wpychał do skrzyń z piaskiem, topił w beczce z wodą, wieszał za nogi na łańcuchu i opuszczał głową w dół do kanału z zużytymi smarami samochodowymi, scyzorykiem wycinał genitalia, gasił na ciałach więźniów papierosy.”. 

Teodor Busch z precyzyjną dokładnością traktował swoich „podopiecznych” końcówką bata. Bił nim bezlitośnie nawet uciekające przed nim dzieci.

Trzecim oprawcą, z „obozu przy ulicy Przemysłowej” była kobieta – Sydomia Bayer. „Frau doktor”sprawowała także nadzór medyczny nad więźniami. „Lubowała się w wywlekaniu chorych dzieci na śnieg i polewaniu ich zimną wodą.(…) Kazała je chłostać, bić, kopać, pozbawiała posiłków”. Utworzyła specjalny karny dół „dla dzieci bezwiednie oddających mocz”, w którym swoich małych pacjentów badała kijem – sprawdzała w ten sposób, czy są już zdrowe.

Kolejna „wychowawczyni” Eugenia Pol – nie rozstawała się ze swoim wynalazkiem. „Opiekunka” wkręcała w brzuch rękojeści pejcza. W ten sam sposób rozrywała chorym i bezbronnym więźniom rany. Swoim ofiarom zaklejała usta plastrem, żeby nie było słychać krzyku, gdy się nad nimi znęcała.

Pomnik "Pękniętego Serca" w Łodzi

Pomnik „Pękniętego Serca” w Łodzi

Czy ktoś przetrwał to piekło?

Wolności doczekało się od 800 do 900 skrajnie wyczerpanych dzieci. 19 stycznia 1945 roku, kiedy obóz został wyzwolony przez Armię Czerwoną mieszkańcy Łodzi zastali w obozie prawie setkę dzieci, które nie miały siły chodzić lub nie wiedziały, co ze sobą zrobić, dokąd się udać.  Większość ocalałych Maluchów zmarła niedługo po przekroczeniu bram więzienia z powodu wyczerpania, głodu, obrażeń ciała, licznych chorób, przemarznięcia oraz braku wsparcia dorosłych.

Bartek Rosiak i jego spojrzenie na „Mały Oświęcim”

Dwunastoletni mieszkaniec Łodzi, wychowujący się bez mamy podjął się pozornie niemożliwego. Chłopiec w celu upamiętnienia losu najmłodszych z okresu II Wojny Światowej, podjął się nakręcenia filmu o „obozie przy ulicy Przemysłowej”. Bartek wcześniej grał w filmie dotyczącym historii obozu. W jego przedsięwzięciu pomaga mu dwóch kolegów. Jeden z nich przyjmie w produkcji rolę narratora.

Literatura:

  1. Józef Witkowski, Hitlerowski obóz koncentracyjny dla małoletnich w Łodzi, Wrocław, 1975.
  2. Dorośli dzieciom zgotowali ten los… – Katarzyna Będzińska
  3. fot. źródło: uczyć się z historii.pl
źródło fot.: Archiwum Fotograficzne Stefana Bałuka, Roman Harbar, Zofia Tokarz, Jacek Wilczur, „Czas niewoli, czas śmierci”, Interpress, Warszawa 1979.

red. DRG