Jak rozmawiać z dzieckiem o śmierci?

Oskar, Pani Róża i Tajemnica Wielkiego Poranka

Czas Wielkiego Postu oraz zbliżające się święta Zmartwychwstania Chrystusa stanowią doskonałą okazję do zatrzymania się, choć na chwilę, w biegu codzienności i zadumy nad sensem naszego przemijania. Pomocną może okazać się wartościowa lektura. W tym roku sięgnąłem po raz kolejny po jedną z moich ulubionych książek: Oskar i Pani Róża. W świetle tej przejmującej historii postanowiłem poszukać wskazówek, jak rozmawiać z dziećmi o śmierci.

Fajny Kościotrup

Niektórzy rodzice kwestionują w ogóle sens podejmowania dialogu z dzieckiem na tak trudny temat. Zresztą śmierć nijak pasuje do koncepcji współczesnego świata. Nie da się jej zważyć, zmierzyć ani przeliczyć. Wycisnąć z niej, choćby drobinę przyjemności.
A w dodatku nie można nawet zaplanować godziny jej przyjścia. Śmierć budzi lęk i zakłopotanie. Lepiej wcale o niej nie myśleć i nie rozmawiać. Co najwyżej można  „pobawić” się nią w halloweenowe przebieranki lub w fikcyjnym świecie gier komputerowych i filmów (nie dziwi zdanie, które słyszałem ostatnio wypowiedziane przez malucha do mamy przed witryna sklepową – Ooo jaki fajny kościotrup). 

Szczera rozmowa

Ale czy taka mentalność jest dobra dla naszych pociech? Czy nie powinniśmy szczerze i z wyczuciem odpowiednim do wrażliwości dziecięcej psychiki ukazywać śmierć jako naturalną, nieodłączną część życia?

Nieuleczalnie chory, bohater wspomnianej przeze mnie książki, 10-letni Oskar czuł ogromny żal do rodziców i personelu szpitala, ponieważ nie potrafili porozmawiać z nim na temat śmierci:

Jeśli w szpitalu powiecie coś o umieraniu, nikt nie usłyszy. Możecie być pewni, że powstanie jakaś dziura powietrzna i zaczną mówić o czym innym. Wypróbowałem to ze wszystkimi. Oprócz Cioci Róży.

Wolontariuszka Róża była wyjątkowym przyjacielem chorego chłopca. Nigdy nie unikała rozmowy z nim na żaden temat:

Masz rację Oskarze(…)Zapominamy, że życie jest kruche, delikatne, że nie trwa wiecznie. Zachowujemy się wszyscy, jak byśmy byli nieśmiertelni.

Perspektywa wiary

Postawa Cioci Róży może służyć jako wzór rozmawiania z dzieckiem o śmierci. Przede wszystkim nie ignorowała trudnych pytań chłopca. Z dużą empatią i otwartością dzieliła się tym, co sama myśli na temat umierania. Uczyła Oskara rozmowy z Panem Bogiem, gdyż głęboko wierzyła, że Jego miłość potrafi wypełnić serce pokojem, nawet w obliczu cierpienia i śmierci. Dlatego przyprowadziła chłopca pod krzyż, gdzie w prostych słowach dodawała mu otuchy:

Zastanów się, Oskarze. Który z nich wydaje ci się bliższy? Bóg, który nic nie czuje, czy Bóg, który cierpi?(…)Ludzie boją się umierać, bo odczuwają lęk przed nieznanym. Ale właśnie, co to jest nieznane? Proponuję ci, Oskarze, żebyś się nie bał, żebyś był ufny. Spójrz na twarz Pana Boga na krzyżu: znosi cierpienie fizyczne, ale nie cierpi duchowo, bo ufa. I nawet gwoździe już mu tak nie doskwierają. Powtarza sobie: boli mnie, ale nie ma w tym nic złego. To są korzyści, które przynosi wiara.

Wielkanocny świt

Ośmieleni przykładem Cioci Róży, życzmy sobie, aby zajączki, jajeczka i inne skądinąd sympatyczne tradycje, nie przysłoniły nam istoty nadchodzących świąt. Warto ukazać naszym dzieciom krzyż i pusty grób – dwa znaki światła, które nigdy nie gaśnie.  Oczywiście należy to czynić w sposób, jak najbardziej przystępny, uwzględniając wiek i dojrzałość emocjonalną naszych pociech. Nigdy jednak infantylnie, bowiem wiara to nie bajka o bozi, lecz tajemnica spotkania ze Zmartwychwstałym, tajemnica Poranka, o którym tak pięknie pisał Oskar w ostatniej chwili swojego ziemskiego życia:

Szanowny Panie Boże, dziękuję, że przyszedłeś. Wybrałeś dobry moment, bo czułem się bardzo źle(…)Kiedy się obudziłem(…)obróciłem głowę w stronę okna, żeby popatrzeć na śnieg. Był ranek. Byłem sam jeden na ziemi. Było tak wcześnie, że ptaki jeszcze spały(…)Ty jednak próbowałeś stworzyć świt.(…)Niebo stawało się coraz bledsze. Nasycałeś powietrze bielą, szarością, błękitem, odpychałeś noc, wskrzeszałeś świat.(…)Wpatrywałem się w światło, w kolory, drzewa, ptaki, zwierzęta. Czułem, jak powietrze wpada mi w nozdrza i sprawia, że oddycham.(…)Czułem, że żyję. Dziękuję Ci, Panie Boże, że to dla mnie zrobiłeś. Miałem wrażenie, że bierzesz mnie za rękę i wprowadzasz w sam środek tajemnicy, by zgłębiać tajemnicę.

Jurek Jabłoński

Magister teologii

nauczyciel naturalnego planowania rodziny

dyplomowany pracownik socjalny

katecheta z siedmioletnim stażem pedagogicznym

 Bez tytułu