Kobieta „zmistyfikowana”, Superwoman, Matka – frustratka i zmowa milczenia

Macierzyństwo to słowo prowokujące i oczywiste jednocześnie. Nie ma chyba wśród osób z naszego otoczenia takich przypadków, które nie miałyby o macierzyństwie nic do powiedzenia.  Niektórzy wiedzą, a inni myślą, że wiedzą co to znaczy „być matką”. Na tym gruncie formułuje się mnóstwo opinii niekiedy mocno krzywdzących dla głównych bohaterek tego tematu.

W nauce, macierzyństwo przez długi okres czasu traktowane było jako część obszerniejszego bloku pod hasłem „rodzina”. Bardzo długo kobieta odgrywała w nim rolę drugoplanową, by na pierwszy plan wysunąć dziecko i jego potrzeby. W XX wieku jednak Matki doczekały się odrobiny sprawiedliwości, a zmiana perspektywy, uczyniła kobiety podmiotem doświadczenia, którym jest macierzyństwo.

Spotkałem ostatnio znajomą i opowiedziałem jej o tym, że piszę pracę naukową na temat postaw wobec macierzyństwa. Znajoma ta nie jest już w najmłodszym wieku, ale doświadczenie macierzyństwa jest jej obce. Nigdy bowiem nie miała okazji być matką z przyczyn od siebie niezależnych. Jej zdziwiona mina wyrażała coś pomiędzy podziwem:   – Ach tak, piszesz pracę –  a niewypowiedzianym zniesmaczeniem i zawodem:  – Serio? O macierzyństwie?. Opowiadając o dziedzinach jakich dotyka ten szeroki temat (przemiany społeczne, sposób postrzegania kobiet, nurty feministyczne i ich krytyka związana z macierzyństwem, psychologia małżeństwa i jej wpływ na postawę kobiet wobec macierzyństwa etc.) usłyszałem w końcu to co zwieńczyło jej reakcję, a jednocześnie potwierdziło trafność mojej interpretacji: – Ach, naprawdę nie przypuszczałabym, że to aż tak szeroki temat.

Nie ma się co oszukiwać, macierzyństwo trochę postrzegane jest jako „nakaz”, trochę jak „powinność”, trochę jak „spełnianie własnego przeznaczenia”. Przecież biologia nie wybiera i to właśnie kobiety zostały przeznaczone do tego, by rodzić dzieci. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby ten „nakaz” i „powinność” były choć odrobinę doceniane. Często jest jednak tak, że obowiązek macierzyństwa jest mocno degradowany, uważany za pracę uciążliwą, ale nietwórczą, umieszczany w tej samej kategorii co obowiązki domowe typu sprzątanie, czy gotowanie.

Kobieta zmistyfikowana 

Powszechnie lansowany w kulturze amerykańskiej model rodziny, przedstawiał ideał szczęścia w domku na przedmieściach. Mieszkała w nim rodzina z kilkorgiem dzieci, z którego co rano do pracy wyruszał na cały dzień mężczyzna, a pozostawała w nim zajęta wychowywaniem dzieci i prowadzeniem domu kobieta – housewife (nazywana też „niesamolubną żoną i matką”).

Betty Friedan jako pierwsza podjęła się zdarcia lakieru z tej błyszczącej fasady zmistyfikowanej kobiecości. Dokonała tego m.in. poprzez odwołanie do artykułów z czasopism kobiecych. Z analizy ich treści wyłania się wizerunek kobiety, które jest „młoda, frywolna, niemal dzicinna; kobieca, pasywna; bezmyślnie zadowolona w świecie złożonym z sypialni, kuchni, seksu, dzieci i domu (…) Gazeta pełna jest jedzenia, ubrań, kosmetyków, mebli i ciał młodych kobiet, lecz gdzie jest świat myśli, idei, świat umysłu i ducha” ? Mija zaledwie (aż?) 50 lat, a wystarczy przejść się do pobliskiego kiosku aby sprawdzić aktualność wniosków z lat 60.

Autorka badań porównała zabieg, który stosują media propagujące kobiecość „zmystyfikowaną” do działania pewnej substancji, którą podaje się młodym gąsiennicom, by zapobiec ich metamorfozie ze stadium larwy w stadium motyla. Mają one, podobnie jak ta substancja „serum młodości” i wspólny cel: zatrzymanie kobiety w stadium larwy, zapobiegnięcie osiągnięciu dojrzałości. Wszystko to prowadzi się do kryzysu kobiecej tożsamości.

Superwoman

Lata 70. XX wieku niosą ze sobą ogromną zmianę: wcześniej „istniały uprzedzenia wobec kobiet pracujących zawodowo, dziś istnieje uprzedzenie wobec kobiet, które tego nie robią” (1984, M. Hansen – Shaevitz). Popularność coraz bardziej zyskuje alternatywny wobec houswife wzorzec superwoman.  Podstawowym wymiarem różnicującym oba wymienione modele jest zaangażowanie superkobiety w aktywność zawodową przy jednoczesnym „nie odpuszczaniu” sobie w innych obszarach. Kobieta ta miała być więc maksymalnie zaangażowana także w rolę matki i żony, które były dla niej równie ważne jak sukces zawodowy.

Zdaniem Ann Willard sukces w miejscu pracy był jednak dla superwoman sprawą ważniejszą. Swoje decyzje miała podejmować kierując się tym, co najlepsze dla jej kariery (a więc i dla niej – w tej kwestii traktowano te dwie wartości na zasadzie synonimu).

Na dowód słuszności postawionych przez siebie tez przytacza artykuł z „Wall Street Journal” zawierający sugestię, by kobiety po urodzeniu dziecka wracały do pracy jak najszybciej – najlepiej po dwóch tygodniach od miesiąca porodu. Długa nieobecność w pracy może być bowiem niedobra dla firmy, a to co jest dobre dla firmy, jest także dobre dla kariery zawodowej kobiety, a więc: najlepsze dla niej samej.

Czy nie podobny wizerunek kobiety budowany jest dzisiaj w mediach? Czy nie podobnie rysowane są priorytety świeżo upieczonej mamy?

Pomijając przesadność  powyższego cytatu, nadal z miną, która mogłaby co najmniej dotyczyć spraw międzynarodowych traktuje tematykę powrotu Matek do pracy, bo przecież … zegar tyka, a pracodawca nie będzie czekał wiecznie.  Przy jednoczesnym nacisku na tę realizację zarówno w życiu rodzinnym i zawodowym udogodnień jest niewiele ponad te, które każą młodym Rodzicom „kombinować”, aby związać koniec z końcem.

Matka frustratka

Dzięki przemianom społecznym i stopniowemu słabnięciu „nakazu macierzyństwa”, który jak na złość niektórym kobietom (bo one są przecież różne) determinowany jest przez matkę naturę, Matka może w końcu „wyjść do ludzi”. Może poświęcać swój czas na pracę zawodową, może zająć się swoim hobby. Teraz samorealizacja nie wyklucza się z „byciem matką”. Wszystko pod jednym warunkiem: nie ucierpieć ma na tym rodzina, „dom ma być czysty, a mąż i dzieci dopatrzone”.

Także kobieta sięgająca po nowe funkcje nada wykonuje wszystkie dotychczas pełnione. Trudno więc dziwić się frustracji narastającej w kobietach, które chciałyby być dobrymi matkami (i w oczach swoich, i w oczach innych), a jednocześnie docierają do nich naciski związane z realizacją ich karier zawodowych, z tykającym zegarem, który zamiast znaczącego TIK – TAK, wybija:

EMERYTURA – STAŻ PRACY – SKŁADKI

Media i szeroki wybór poradników dotyczących macierzyństwa dostarcza młodym matką wielorakich „skryptów” – przepisów na sukces, tak naprawdę stawiąc im tylko przed oczami cel, który należy osiągnąć. Wiele tych teorii (a szczególnie ta związana z powrotem Mamy do pracy) zatrzymuje się jedynie na poziomie abstrakcyjnym, a samym zainteresowanym nie są dostarczane wskazówki praktyczne. W świetle powyższego sprawiedliwe będzie uznanie tych wszystkich skryptów za niepraktyczne i całkowicie bezużyteczne.

W Polsce od wielu lat badania, które miałyby wykazać zależność między ciągłością pracy a macierzyństwem, prowadził Adam Kurzynowski. Jak wykazały jego obserwacje, urodzenie dziecka przez kobietę jest często przyczyną jej decyzji o przerwaniu nauki, bądź pracy. Jaki z tego wniosek: oddać dziecko opiekunce, wysłać je do „żłoba” i lecieć do pracy? Ale przecież nasze dziecko jest małe tylko raz w życiu. Tylko raz mamy okazję wychować je tak jak chcemy. Drugi raz nikt nie da nam okazji do karmienia piersią, bliskości, obserwowania pierwszych kroków, wymyślania pierwszych zabaw …

Zmowa milczenia …

Niestety możliwość „samorealizacji” pojawiła się za zakrętem jak zbawienie, a jednocześnie staje się nową udręką. Kobieta, która chce być w społeczeństwie szanowana, i która chce coś znaczyć, ma być dobrą matką, ale też nie może „się obijać” a więc w miarę szybko powinna wrócić do pracy.  Dobrze byłoby też by nie była „zapuszczona”, bo przecież skoro te „wszystkie Panie z reklam”, te wszystkie „Matki – aktorki” mogą przy pogodzeniu dwóch wymagających ról także i wyglądać olśniewająco „to chyba i Ty powinnaś?”.

Początkowe próby pogodzenia tych dwóch ról: macierzyństwa i kariery zawodowej są natomiast dla matki bardzo trudne. Obie role są bardzo absorbujące. Jeśli matka całkowicie poświęci się życiu domowemu i rodzinie bardzo prawdopodobne jest, że „zawali” coś w swojej pracy, jeśli zbytnio poświęci się pracy „ucierpi” na tym rodzina. Matka może też kryć pod kurtyną ładu i organizacji ogromny bałagan, który nosi sama w sobie.

To co uderza w tym wszystkim najbardziej to zmowa milczenia w mediach, w tym w prasie kobiecej, która nazbyt lakieruje macierzyństwo. Nie chodzi tu przecież o to by od macierzyństwa odwodzić. Ale o to by w galimatiasie gadżetów, życiowych scenariuszy i przykładów superkobiet zająć się czymś naprawdę istotnym, pisać i mówić o problemach aktualnych Rodzinie, odwoływać się do konkretów i ustaw, do postaw wielu pracodawców, słowem do spraw, które realizacje wcześniejszych skryptów uniemożliwiają.

Literatura:

  1. Budrowska B. – „Macierzyństwo jako punkt zwrotny w życiu kobiety”
  2. Hansen – Shaevitz M. – „The Superwoman Syndrome”
  3. Friedan B. – „The Feminine Mystique”
  4. Szuman A. – „Aktywność zawodowa matek”
  5. Kurzynowski A. – „Aktywizacja zawodowa kobiet zamężnych w Polsce Ludowej. Geneza – czynniki rozwoju – perspektywy”

red. tatawtarapatach

fot. źródło: publicdomainpictures.net