„Kupiliśmy ZOO”

Barwna opowieść familijna, która wprawi nie tylko Was, ale i dzieci w dobry nastrój to „Kupiliśmy ZOO” Camerona Crowe’a. Historia po której robi się ciepło na sercu, a mimo wątku dramatycznego, podczas napisów końcowych uśmiech na twarzy jest gwarantowany.

Dziennikarz, Benjamin (Matt Damon) nie bojący się przygód ani wyzwań po śmierci żony zostaje sam z dwojgiem dzieci. Odchodzi  z pracy z powodu nadmiernej litości ze strony współpracowników, a syna wyrzucają ze szkoły … to chyba dobry czas, aby zacząć wszystko od zera. Postanawia więc wyprowadzić się z zatłoczonego miasta. Natrafia na dom, który urzeka go od pierwszego wejrzenia, jednak okazuje się, że posesja ma w pakiecie jeszcze … ZOO . Mężczyzna nie zastanawiając się długo decyduje, że z chęcią przejmie pieczę nad zwierzętami.

Jak wiadomo początki są trudne, więc i jemu nie będzie łatwo. Dorastającemu synowi nie podoba się miejsce wybrane przez ojca, daleko od kolegów, od szkoły, od wspomnień związanych z mamą, w nowym otoczeniu czuje się niezrozumiany i osamotniony.

Benjamin dla ludzi pracujących w ZOO jest przypadkowym facetem z miasta, nieznany w ich środowisku nie ma pojęcia o zwierzętach, ale jedno wie na pewno – chce przywrócić dawną świetność tego miejsca. W trakcie dążenia do celu, pojawiają się oczywiście drobne problemy, które serwuje im sama natura: podwórko zostaje oblężone przez węże, a niedźwiedź ucieka ze swojego wybiegu. Bohater jednak szybko podejmuje decyzje, nie szczędzi pieniędzy, a także nawiązuje kontakt  z dzikimi podopiecznymi, przez co zyskuje sympatię współpracowników, a w szczególności atrakcyjnej Kally (Scarlett Johanson). Dzieci zaczynają się klimatyzować w nowym miejscu. Nawet syn, który sprawiał niemałe problemy, widocznie pokornieje. Czy Benjaminowi uda się zaprowadzić porządek w ogrodzie zoologicznym oraz przywrócić dawny ład w rodzinie?

Film nasuwa na myśl refleksje o tym, czy na rozdrożu, w jakim to punkcie czasami stawia nas życie, szalone na pierwszy rzut oka decyzje podjęte pod wpływem impulsu nie okazują się bardziej pozytywne w skutkach od przemyślanych rozwiązań. Może warto skorzystać z tych „dwudziestu sekund odwagi”, o których w dzieciństwie mówił Benjaminowi brat. Historia opowiedziana w „Kupiliśmy ZOO” ośmiela do wprowadzenia zmian nawet tych najbardziej radykalnych. Ekranizacja prawdziwej historii nie tylko pobudza do refleksji, ale stanowi doskonałą odskocznię od codzienności, w której nie ma miejsca na pewne przemyślenia.

 

Patrycja Niemyjska