„Pospolite ruszenie” sześciolatków do szkół

Temat dotyczący edukacji szkolnej sześciolatków jest w ostatnim czasie na świeczniku. Nie schodzi także z ust zdezorientowanych rodziców, którzy czytając sprzeczne informacje w prasie, słuchają to zalet, to niezaprzeczalnych wad, przy śniadaniu, przy obiedzie i kolacji…

O tym czy decyzja dotycząca posłania sześciolatka do pierwszej klasy jest słuszna, zazwyczaj rodzice przekonują się już po fakcie, po paru miesiącach trwania roku szkolnego, po pewnym czasie nauki. Dopiero wtedy bowiem mają możliwość ocenienia tego, czy placówka przygotowana jest właściwie na przyjęcie sześciolatka pod swój dach, czy metody deklarowane przez MEN faktycznie realizowane  są w praktyce. W końcu mają też okazję  ocenić jaki wpływ taka decyzja miała na dziecko, w tym na jego podejście do instytucji szkoły i do samej nauki.

Materiały prezentowane przez MEN

Materiały kierowane do rodziców otwiera spot, w którym słuchamy licznych wypowiedzi rodziców:

Mój syn zapytał mnie (…) czemu właściwie trzeba ratować dzieci sześcioletnie przed pójściem do szkoły. (…) Szkoła na pewno nie odbiera dziecku dzieciństwa. (…) Dzieci uczą się przez zabawę (…) zajęcia to nie siedzenie 45 minut w ławce. To oczywiście nauka, ale też zajęcia w kąciku zabaw i na świeżym powietrzu. Drodzy rodzice! Uwierzcie w swoje dzieci, dajcie im szansę. Sześciolatki naprawdę świetnie radzą sobie w szkole.

Spot kampanii "Sześciolatek w szkole" kończą statystyki:

Blisko 90% rodziców jest zadowolonych z decyzji o posłaniu 6 – latka do szkoły. 

Na tym nie koniec statystyk, MEN o słuszności decyzji przekonuje w swoich artykułach:

Wcześniejsze rozpoczęcie edukacji to wykorzystanie najlepszego okresu w rozwoju dziecka. Dlatego dzieci nie trzeba ratować przed szkołą, tylko trzeba wspierać ich rozwój. Wiedzą o tym na całym świecie. Spośród 202 państw, 134 mają 6-latki w szkołach. Ostatnio zdecydowała o tym Norwegia i Słowenia.

Dalej czytamy o finansach przeznaczonych na remont szkół, przystosowanie ich do dzieci młodszych, o realizacji projektu "Radosna szkoła".

W końcu MEN deklaruje, że kwalifikacje nauczycieli odpowiadają wymogom jakie stawia przed nimi praca z dziećmi młodszymi.

NIK potwierdził też, że wszyscy nauczyciele z kontrolowanych szkół mają kwalifikacje do nauczania młodszych uczniów.

Drobnym druczkiem …

Wątpliwości i wyrzuty sumienia

Apele do rodziców zawarte w spocie promującym akcję "Sześciolatki w szkole" mają na celu wzbudzenie w rodzicach wątpliwości: Czy to, że pozostawię swoje sześcioletnie dziecko w przedszkolu oznacza, że nie wierzę w jego możliwości? Czy hamuję w ten sposób jego rozwój? Czy przeze mnie dziecko nie wykorzysta najlepszego w swoim rozwoju okresu na naukę?

Opinie psychologów

Nie można stwierdzić, że posłanie sześciolatka do szkoły jest pomysłem zupełnie nietrafionym. W poszczególnych przypadkach może się to okazać pozytywnym w skutkach wyborem. Uzależnione jest to jednak od rozwoju psychicznego dziecka i jego gotowości szkolnej, które stanowią kwestię indywidualną każdego Malucha. Jak można więc generalizować tego typu decyzje wobec Wszystkich dzieci sześcioletnich?

Na stronie MEN czytamy informacje kluczowe, o których mówi się najmniej:

Tymczasem z analizy rozwoju umysłowego wynika, że w każdej grupie rówieśniczej są dzieci różniące się znacznie pod względem umysłowym, chociaż wszystkie mieszczą się w szeroko pojętej normie. Na przykład w grupie siedmiolatków rozpoczynających naukę szkolną różnice te w przeliczeniu wynoszą około 4 lat: od dzieci rozumujących na poziomie przeciętnych pięciolatków i dzieci dorównujących pod tym względem dziewięciolatkom (…) Od pierwszego dnia pobytu w szkole źle się wiedzie dzieciom psychicznie młodszym, a więc nieco wolniej rozwijającym się: zadania są za trudne, wszystko dzieje się za szybko i z trudem orientują się w tym, co wyjaśnia nauczycielka. Dzieciom o przyspieszonym rozwoju umysłowym także wiedzie się źle, ale inaczej. Muszą uczyć się tego, co już dawno potrafią, nudząc się przeszkadzają i są często strofowane. Rozleniwiają się i tracą zainteresowanie nauką szkolną, ze szkodą dla rozwijania swoich uzdolnień.

Wydaje się więc w świetle powyższych informacji oczywiste, że spot kampanii powinien chociaż słowem nawiązać do faktu zróżnicowania emocjonalnego sześciolatków (ich gotowości szkolnej), których tak zaprasza się do szkoły. Spot dociera jednak do większej ilości osób, dość obszerne dla przeciętnego czytelnika artykuły zgromadzone na stronie MEN dotrą zapewne do mniejszego grona odbiorców.

Przygotowanie szkół, kwalifikacje nauczycieli …

Odwołując się do statystyk publikowanych przez MEN należałoby zadać sobie pytanie: czy są one stworzone na potrzeby kampanii, czy osoby odpowiedzialne za kontrolę szkół biorących udział w programie zaniedbały niektóre ze swoich obowiązków … Odwiedzając losowo wybrane szkoły w różnych miastach województwa łódzkiego stwierdzić można, że:

  • nie wszystkie przystosowane są do zadań deklarowanych w spocie i materiałach dotyczących kampanii,
  • nauczyciele nie czują się na siłach, by prowadzić lekcje w "przedszkolny sposób" wybierając raczej pracę z książką,
  • "kąciki zabaw" są zbyt małe by mogły w nich bawić się wszystkie dzieci, nie ma natomiast możliwości podziału klasy w trakcie lekcji by część uczniów mogła skorzystać z przerwy od nauki w ławce, którą MEN deklaruje na swojej stronie w materiałach informacyjnych,
  • szkoły oznaczone tabliczką "Szkoła przyjazna sześciolatkowi" nie posiadają np. świetlicy, która zmieściłaby wszystkie dzieci z klas nauczania początkowego (szczególnie sześciolatków), jeśli rodzice nie mają możliwości zapewnienia im opieki w godzinach pracy.

Ustalanie gotowości szkolnej …

Odbywa się w placówce przedszkolnej (punkcie zerowym itp.), w której dziecko realizuje wychowanie przedszkolne na rok przed rozpoczęciem nauki w klasie pierwszej. Zajmują się tym nauczyciele, którzy znają dziecko na co dzień, którzy mają kontakt z rodzicami dziecka.

czytaj więcej: Diagnoza sześciolatka – czy Wasze dziecko gotowe jest na to by iść do szkoły?

Obowiązek szkolny sześciolatków

Kiedy zaczyna się obowiązek szkolny dla dzieci urodzonych w 2007 roku? Obowiązek szkolny będzie dotyczył dzieci z rocznika 2007 od września 2014 roku – jako siedmiolatków. Jednak już w tym roku, od września, mogą one – jako sześciolatki – pójść do pierwszej klasy. Rodzice mogą też podjąć decyzję o pozostawieniu dziecka na kolejny rok w rocznym obowiązkowym przygotowaniu przedszkolnym. 

Między dzieckiem urodzonym w styczniu 2007 roku a tym, które urodziło się pod koniec czerwca 2008 roku jest półtora roku różnicy. Ponadto dzieci urodzone w 2007 roku, które pójdą do szkoły w roku 2014/2015 będą mieć za sobą przynajmniej dwa lata przedszkola czy też nawet „zerówki”, a dzieci urodzone w 2008 roku – czasami tylko rok. Czy różnice między dziećmi nie będą zbyt duże? Ministerstwo Edukacji Narodowej zaproponowało wprowadzenie systemowego rozwiązania, które pomoże rozwiązać ten potencjalny problem. Wszędzie tam, gdzie tworzony będzie w szkole więcej niż jeden oddział klasy pierwszej, dzieci będą zapisywane do oddziałów klasowych zgodnie z miesiącem urodzenia, począwszy od najmłodszych. To sprawi, że w jednym oddziale klasowym będą się uczyć dzieci między którymi różnica wieku nie jest znacząca. Należy również pamiętać, że w ramach zajęć wychowania przedszkolnego na każdym etapie, nauczyciel jest obowiązany do rozwijania wiedzy i umiejętności dziecka, uwzględniając jego potrzeby i możliwości.

"Przedszkole za złotówkę" a program "Sześciolatki w szkole"

To co faktycznie wydaje się działaniem perfidnym ze strony MEN to jednocześnie wprowadzanie zmian w przedszkolach (ograniczenie zajęć dodatkowych – obiecane Rodzicom "Przedszkole za złotówkę") i programu "Sześciolatki w szkole" posługując się przy tym następującą argumentacją:

Dzieci, które idą wcześniej do szkoły zyskują wcześniej dostęp do lepszej niż w przedszkolu infrastruktury naukowej (zyskują darmowa naukę języka obcego i zajęcia pozalekcyjne), sportowej (boiska i place zabaw) i informatycznej.

Dla wszystkich jest bowiem jasne, że naukę w trybie przedszkolnym (zabawy w kącikach zabaw, na dywanie itp.), której po prostu sześciolatki potrzebują zapewnia jedynie przedszkole. Łatwiejsze byłoby więc przystosowanie przedszkoli do edukacji wczesnoszkolnej wybranych sześciolatków, niż deklaracje o przystosowaniu wszystkich szkół podstawowych do edukacji wczesnoszkolnej sześciolatków, a w rzeczywistości prowadzenie edukacji tym samym torem jak we wcześniejszych latach – w ławkach, ze sporadycznymi przerywnikami (najczęściej jest to po prostu wychowanie fizyczne) od "książkowej nauki" w ławce.

– Jeśli sześciolatki miałyby dobrze rozpocząć swoją przygodę ze szkołą i nauką to z klasy powinny zniknąć wszystkie ławki, a to jest po prostu niemożliwe! Nauczyciel nie pogodzi też programu, który musi zrealizować z zabawą, czy przyzwyczajeniami z przedszkola wśród niektórych dzieci. Nie mówiąc już o tym, że sześciolatek potrzebuje dużej "naprzemienności" sposobu nauczania, to nie może być ani tylko zabawa, ani tylko siedzenie w ławce. Dziecko siedmioletnie często jest już dojrzałe do tego by podjąć naukę w taki sposób w jaki oferują ją warunki szkolne. Przykładem jest sytuacja, w której siedmiolatek chętnie rozwiązuje zadanie powierzone mu przez nauczyciela, a sześciolatek wychodzi z ławki ponieważ "nie ma już siły w niej siedzieć". W takich sytuacjach trudno jest pogodzić oczekiwania dzieci starszych i młodszych. W takich sytuacjach zawsze jakieś dziecko będzie poszkodowane. – tłumaczy nauczycielka pracująca w jednej z podstawówek w województwie łódzkim, która w klasie pierwszej uczy dziesięcioro sześciolatków.

Na stronie MEN czytamy w tej sprawie następujące słowa:

Już dziś sześciolatki i siedmiolatki często rozpoczynają razem naukę w klasach pierwszych. W szkołach odrębne klasy dla sześciolatków powstają wtedy, gdy zbierze się wystarczająca liczba dzieci, co nie zawsze jest możliwe. Nie ma żadnych przeciwwskazań do tego, by zarówno w pierwszej klasie, jak i tym bardziej w klasie zerowej dzieci z dwóch roczników uczyły i bawiły się wspólnie.

Nie ma tu słowa o tym, że sześciolatek i siedmiolatek mają inne potrzeby i oczekiwania zarówno od nauki, jak i zabawy. Upraszczając: większości przypadków sześciolatek potrzebował będzie bardziej zabawy z elementami nauki, a siedmiolatek odwrotnie: efektywnie będzie pracował podczas "zwyczajnej" nauki, w której obecne będą elementy zabawy.

Nauczyciel wspomagający, którego nie ma

Jak to wszystko pogodzić? To już problem nauczyciela. To zrozumiałe, że z dziećmi o "mniejszej gotowości szkolnej" nauczyciel powinien pracować także indywidualnie. Czy jednak jest to możliwe? Nie bez znaczenia jest tu przecież liczebność klasy, o której na stronie MEN czytamy:

Ministerstwo Edukacji Narodowej zaleca (np. w podstawie programowej) aby odziały klasowe nie były liczniejsze niż 26 uczniów. W skali kraju, średnia liczba uczniów w oddziale klasowym wynosi obecnie ok. 18 uczniów. To jednak tylko średnia – na wsiach czy na obrzeżach wielu miast liczebność klas jest niższa, a w miastach – zwykle wyższa od średniej.

Wobec powyższych informacji jasne jest więc, że nauczyciel, od którego wymaga się indywidualizacji pracy z uczniem powinien móc liczyć na wsparcie pedagoga wspomagającego, którego jak na razie częściej spotyka się jedynie w oddziałach szkolnych z klasami o charakterze integracyjnym.

Różnice w umiejętnościach dzieci w klasie pierwszej

Nauczyciele w przedszkolu nie mają obowiązku uczenia dzieci czytania, pisania, czy liczenia. Edukacja przedszkolna ma jedynie  przygotować dziecko do tej nauki.

– Dzieci w przedszkolu przygotowują się do nauki czytania i pisania podczas zabaw, zajęć, sytuacji edukacyjnych. Natomiast intensywnie uczą się tych umiejętności w pierwszym roku edukacji szkolnej. Dla każdego dziecka dobrze przygotowanego do szkoły w zakresie czytania i pisania nabywanie tych umiejętności nie będzie trudne. (…) Rodzicom należy również szczegółowo powiedzieć, co ich dziecko musi umieć, żeby nauka czytania i pisania w klasie pierwszej była przyjazna. Nauczycielka ma też interesować się podjętymi przez rodziców działaniami i pytać o postępy i napotykane trudności. Ponadto wspomagać ich w pracy z dzieckiem służąc radą, pomocą a także przykładem. Podczas rozmów z rodzicami zawsze należy wzbudzać nadzieję, że to dzięki wspólnej pracy nauczyciela i rodziców jest zdecydowanie lepiej i są widoczne postępy. Będzie to czynnik motywujący do kontynuowania zajęć, zabaw i ćwiczeń w domu. – pisze dla MEN Ewa Zielińska.

Przedszkole powinno więc być wrażliwe na gotowość dziecka do nauki, na jego zainteresowanie nauką i wtedy tę naukę rozpocząć. Czy jednak jest to możliwe przy takiej liczebności grup przedszkolnych? Nie. Dlatego niektóre przedszkola na własną rękę albo uczą dzieci czytania, pisania, liczenia, a niektóre zupełnie z tej nauki rezygnują.

Czy w momencie spotkania się w jednej klasie dzieci z takich dwóch różnych przedszkoli ktoś będzie według MEN poszkodowany? Nie. Ponieważ do edukacji dzieci powinni dołączyć się rodzice. To oni powinni kontynuować naukę z dzieckiem w domu, sugerując się uwagami nauczyciela z przedszkola. Ten z kolei ma zachęcać rodzica do podjęcia próby tej "domowej edukacji".

"Co mamy zrobić z dzieckiem kiedy jesteśmy w pracy?" i inne problemy związane z funkcjonowaniem "Szkół przyjaznych sześciolatkowi"

A jednak okazuje się, że MEN nie do końca przemyślał kwestie związane z opieką nad najmłodszymi podczas nieobecności rodziców w czasie ich pracy, w czasie ferii, wakacji. Jak wiemy bowiem dziecko uczęszczające do przedszkola ma w tym czasie zapewnioną opiekę jeśli nie w przedszkolu to  np. w placówce dyżurującej.

Odwiedzając szkoły podstawowe oznaczone tabliczką "Szkoła przyjazna sześciolatkowi" byliśmy świadkami zdarzenia, które jest odwzorowaniem tego, że nie wszystko zostało przemyślane. Jedna ze szkół podstawowych oznaczona taką tabliczką odmówiła rodzicom przyjęcia ich sześciolatka na świetlicę w trakcie ich pracy. Rodzice pracują od godziny 7 do 15, dziecko zajęcia ma od godziny 12.15 do 16.00. W czasie składania podania na świetlicę szkolną byli zapewniani, że ich dziecko zostanie przyjęte. 1 września czekała ich w szkole niemiła niespodzianka. Dyrektor szkoły nie pozwoliła na przyjęcie nawet jednego dziecka z listy rezerwowej ponieważ "szkoła nie jest do tego przystosowana". Zaproponowała by dziecko "samo przychodziło do szkoły na godzinę dwunastą".

W kwestii sześciolatków w szkole jest bowiem trochę jak w wierszu Juliana Tuwima "Rzepka". Tutaj do odpowiedzialności za gotowość szkolną dzieci i ich późniejsze sukcesy, lub porażki w nauce, ciągnie każdy każdego. Rodzice mają pretensję do przedszkola i szkoły, przedszkole i szkoła do MEN, MEN apeluje do rodziców o przejęcie inicjatywy w przygotowaniach dziecka do nauki. Najbardziej zdezorientowane w tym wszystkim są dzieci, którym choć nie są na to gotowe każe się siedzieć w ławce. Może też nauczyciele, którym "coś się każe", "coś" się za nich deklaruje, a w praktyce wszystko dalekie jest od ideału. Zachęcamy więc by o takich i podobnych sprawach informować MEN korzystając z formularza "Interwencja", lub dzwonić na "sześciolinię".

latki

źródło: www.6latki.men.gov.pl

 

red. tatawtarapatach