Poznajcie „IASIO” – o „cudeńkach” opowiada Anna Przyborowska

Jak cała historia z cudeńkami się zaczęła?

Anna Przyborowska: Było to przeszło 10 lat temu … przygoda z szydełkowaniem i szyciem zaczęła się kiedy urodził się mój pierwszy syn – Filipek. Z nudów i z chęci stworzenia mu cudownego pokoju – takiego jak z bajki – zaczęłam kombinować, wymyślać, próbować, przerabiać różne rzeczy. Działalność założyłam cztery lata temu. Kiedy zastanawiałam się jak ją nazwać po pomoc zwróciłam się do moich stałych klientów. Dla wszystkich od zawsze byłam „iasio” – był to nick na allegro, który niegdyś należał do mojego męża – Jana. Ja go potem przejełam. Dla wszystkich moich stałych klientów byłam „iasio”  a nie „Anna Przyborowska” i tak rozpoznawali moje prace. Zostało zatem „iasio” i tak oto wszędzie staram się mówić o swoich zabawkach.

Czy każda zabawka to oddzielna historia, którą wymyśla Pani sama, czy raczej renowacja istniejących już historii?

Anna Przyborowska: Każda zabawka ma swoją własną historię i tak np. Pacynki – koleżanka potrzebowała pacynki na projektu pedagogicznego na uczelni i tak oto powstała pierwsza, podobała się bardzo i powstała seria i są do dzisiaj. Wszelakie koniki powstawały z myślą o mojej siostrzenicy, podobnie było z jamnikami z myślą o mojej Mamie. Szydełkowe smoki, roboty a także większość chłopięcych zabawek zaczęło istnieć z myślą o moich synach. Mało kto robi tego typu zabawki dla chłopców.  Maluchy – małe zwierzątka szydełkowe powstały na prośbę przedszkola Burczybas.

Pierwsze „cudeńka” tworzyła Pani dla swoich dzieci, męża – z takimi zabawkami na pewno wiążą się wspomnienia –  jakie wydaje się Pani najważniejsze?

Anna Przyborowska: Chyba zrobienie pierwszej zabawki – psa dla mojego męża. Byłam dumna, że w ogóle umiem coś zrobić sama. W szkole prace ręczne typu szydełkowanie, albo na drutach robiła za mnie moja mama. Pies był od początku do końca zrobiony tylko przeze mnie.

A jakie jest rzeczywiste zainteresowanie tymi „cudeńkami”… czy ludzie wybierają to co masowe, identyczne na sklepowych półkach, czy raczej sięgają po unikatowe „zabawki z duszą” ?

Anna Przyborowska: Na początku było trudno. Często słyszałam coś w styłu: „opuści Pani cenę?” bo „na stadionie mają poduszki po 10pln” albo „kupię włóczkę i zrobię taką samą …”. Teraz nie jest łatwiej bo konkurencja bardzo duża a coraz więcej ludzi szuka czegoś orginalnego, unikatowego, nie „made in china”,  ale wyrobu ręcznego, nie masowego …

Zaobserwowała Pani jakąś szczególną różnicę porównując zabawę dzieci „cudeńkami” i zabawkami zwykłymi – tymi ze sklepowych półek?

Anna Przyborowska: Bardzo często stają się one główną zabawką przytulanką małego dziecka. Czasami muszę „potajemnie” dorabiać podobną bo ta pierwsza już ledwo zipie. Jest to ogromnie miłe. Cieszę się, że mój wysiłek i całe serce, które wkładam w tworzenie zabawek nie idzie na marne. Podobnie jest z breloczkami. Klienci zgłaszają się po podobne, bo poprzednie już się zużyły a nie wyobrażają sobie innych zamienników.

Z jakich materiałów wykonani są ci „prawdziwi przyjaciele”?

Anna Przyborowska: Wszystkie moje rzeczy wykonane są z wielką starannością. Z przemyślanych materiałów. Szyję z dobrej jakości bawełny właśnie po to by ci „prawdziwi przyjaciele” jak najdłużej służyli maluchom, nie niszczyli się, ani nie tracili kształtu. Poza tym szkoda czasu na szycie z byle czego.  Szydełkowe zabawki są głównie z włóczki akrylowej – zabawki wychodzą miłe, mięciutkie, łatwe do animacji i czyszczenia. Niektóre robię z bawełny i wełny, ale ich ceny są wyższe niż tych wykonanych z włóczki akrylowej. Zawsze stawiam na jakość i staranność, nawet jeśli w rezultacie zabawka będzie droższa niż u konkurencji.  Chcę mieć pewność, że jeśli klient zdecyduje się na zakup u mnie to będzie zadowolony od początku do końca i jeszcze do mnie wróci.

Czy wśród zabawek „Iasio” znajdują się Pani zdaniem i takie cudeńka, które każdy tata chciałby podarować swojemu dziecku? Takie zabawki muszą być pewnie wykonane dwa razy bardziej solidnie? 

Anna Przyborowska:  Reklamacji nie miałam praktycznie nigdy poza paroma reklamacjami szmacianych samolotów, którym podczas intensywnych bombardowań odpadały skrzydła – teraz samolot jest jeszcze mocniej zszywany, dla pewności dwa razy. 

Być może Pani mąż ma swojego ulubieńca wśród „cudeniek”? 

Anna Przyborowska: Ulubionym stworkiem w kolekcji mojego męża jest dobrze zbudowana „szydełkowa murzyneczka” (którą zrobiłam mu kiedyś pod choinkę) ale nie wiem czy jest to zabawka którą tatusiowie chcieliby podarować swoim dzieciom.

Czy zdarzały się zamówienia bardziej wymagające?

Anna Przyborowska:  Często dostaje zamówienia od rodziców dzieci niepełnosprawnych, na przykład dzieci z autyzmem. Są to nieraz dziwne i a zarazem ciekawe zamówienia. Największym wyzwaniem, jak do tej pory było uszycie małego odkurzacza, który chłopiec miał nosić ze sobą do szkoły.

Teraz, po tak długim czasie szycia, szydełkowania, tworzenia niektóre zabawki stworzyły całe serie. Czy jakaś kolekcja jest dla Pani najważniejsza?

Anna Przyborowska:  Przez 10 lat powstało tak wiele … Moje ulubione to te wszystkie patchworkowe (szczególnie patchworkowe sowy i jamniki) przy ich tworzeniu, szyciu mam ogromną zabawę. Kiedy z zupełnych resztek powstają kolorowe indywidualności. Drugie to lalki artystyczne. Od nich wręcz nie mogę się oderwać. Każda wychodzi inna, każda ma w sobie ogrom mojej pracy! Każda z moich zabawek, rzeczy jest wyjątkowa na inny sposób i każda ma inną historię powstania, ale o tym można się przekonać tylko poznając te zabawki.

 

Dziękuję za rozmowę!

 

 

 

red. DRG