Tym metodom na usypianie Malucha mówimy „nie”!

Płacz dziecka i często towarzysząca temu bezradność nas – dorosłych to sytuacje, w których łatwo stracić głowę uciekając się do metod, które nie są najlepsze dla zdrowia malucha. Spróbuj więc znaleźć przyczynę takiego stanu. Kiedy ją usuniesz być może dziecko przestanie płakać.

Jeśli zaś wydaje Ci się, że dziecko płacze bez konkretnego powodu może jest mu źle, ma zły dzień. Nieważne co byłoby przyczyną płaczu dziecka, pamiętaj o tym, że:

Metoda 3 – 5 – 7

Przez wiele lat wpajano nam rodzicom pseudo cudowny sposób na uspokojenie płaczącego dziecka. Mam na myśli metodę 3 – 5 – 7, według której płaczące niemowlę należy pozostawić samemu sobie na początku na 3, potem na 5, a następnie na 7 minut. Zwolennicy twierdzą, że wówczas dzieci uczą się samo uspokajania, „ćwiczą płuca”, uczą się same zasypiać. A branie dziecka na ręce „psuje je”. Co więcej według niektórych metoda ta jest rzekomo „piekielnie” skuteczna. Może i metoda ta przynosi rezultaty, ale na pewno nie pozostaje bez wpływu na dziecko, jego psychikę i rozwój. Dziecko, które nie doczeka się reakcji rodzica przestanie płakać, ale nie dlatego, że się uspokoi, ale z powodu rezygnacji. Zaśnie dlatego, że jest tak wyczerpane, że nie ma już siły dłużej płakać. Większe dziecko z kolei zaśnie bo zrozumie, że i tak nie otrzyma pomocy. Tego chcesz dla swojego dziecka? Chyba nie.

Motanie, krępowanie, lub bardzo ścisłe zawijanie niemowlęcia

Inną „super” metodą jest motanie dziecka, czyli bardzo ścisłe zawijanie. Używane są do tego zwykłe kocyki, lub wymyślne owijacze. Według zwolenników „otulone” dziecko przestaje płakać i zasypia. Tak to prawda zasypia, ale przytulając samego siebie. A przecież my ludzie jesteśmy „stworzeniami stadnymi”. Po to budujemy swoje stada – rodziny, żeby być z tą rodziną, żeby się z nią cieszyć, ale i mieć w nich oparcie i pocieszenie w trudnych momentach. Zastanawia mnie ilu ze zwolenników „otulaczy” i „motania” wolałoby przytulić samego siebie, poduszkę, lub kawałek szmatki, zamiast drugiego człowieka.

Myśląc o tego typu metodach nurtuje mnie kilka pytań. Po co wracamy do starych metod chustowania dzieci, skoro kiedy nasze dziecko płacze wolimy zostawić je samemu sobie? Czemu nie pomyślimy jak ważna jest dla małego rozwijającego się człowieka bliskość mamy, czy taty? Idziemy za modą czy wygodą? Powiem Wam czemu. Ponieważ niektórzy z nas rodziców nie dorośli chyba do swojej roli. Nie zamierzam tu nikogo obrażać, ale odnoszę wrażenie, że w dzisiejszych czasach wiecznie spieszących się ludzi zaczynamy stawiać swoją wygodę, przed dobrem naszego własnego dziecka. Tylko, że to kiedyś może zadziałać w drugą stronę i dziecko nienauczone współczucia, nieprzyzwyczajone do bliskości drugiego człowieka zachowa się tak samo w stosunku do nas. „Mamo, tato, nie mam dla Ciebie czasu, radź sobie sam.” Może ktoś się na to pisze, ja nie. Pamiętajmy, że cierpliwe uspokajanie dziecka uczy go radzenia sobie ze stresem w dalszym życiu. Więc nie ograniczajmy jego prawidłowego rozwoju niekoniecznie słusznymi rozwiązaniami.  

Artykuł jest częścią cyklu dotyczącego metod uspokajania płaczącego dziecka: Dlaczego dziecko płacze?Tata uspokaja malucha!Sposoby na płaczące dziecko, którym mówimy stanowcze „NIE”!

 

Katarzyna Półtorak

położna

baner Katarzyna Półtorak położna