Szepty przodków nad kołyską …

Nie trzeba być posiadaczem szczególnie wyspecjalizowanej wiedzy by rozumieć, jak wiele rzeczy w życiu każdego z nas, ma swe źródło w doznaniach minionych pokoleń. Wszyscy nosimy w sobie bagaż jakichś stygmatów, znamion i śladów z przeszłości, zarówno tych dobrych, tworzących naszą fundamentalną siłę i tożsamość, ale także tych złych, niosących ciężar pokoleniowych traum, lęków, strat i dramatów. Przyjrzyjmy się więc, czy jeśli los wyposażył nas w ten generacyjny przekaz, to czy tym samym z góry ukonstytuował już też przeznaczenie nasze i naszych dzieci?

Przynależność

Posiadanie własnej ciągłości, kontekstu swojego pochodzenia, przynależności do jakiejś większej całości jest przywilejem wartym podkreślenia. Nasze ukorzenienie wyznacza kierunek codziennym rytuałom, wzorom i dogmatom, jakimi się kierujemy. Będąc ogniwem łańcucha dziedziczymy tradycję, obrzędy, system wartości, swoją historię, nierzadko także dumę. Rodowód niejako ustanawia nam plan. Wiedząc, że coś było przed nami, i coś będzie po nas, zyskujemy nie lada komfort, strzegący nas przed zupełną życiową improwizacją.

W życiu każdego nastanie jednak moment, w którym przyjdzie mu zmierzyć się z ową przynależnością i dziedziczeniem. Zarówno rodzice, jak i dzieci, będą musieli podjąć decyzję, w jakim oto miejscu przebiegać ma granica pomiędzy tradycją przekazywaną z pokolenia na pokolenie, a indywidualnym rozwojem. Decyzja ta stanie się kluczowa w procesie budowania tożsamości naszych dzieci, tak jak kluczowa była, gdy budowała się tożsamość nas samych. I tak oto działo się z każdym niemowlęciem przychodzącym na świat w historii naszego rodu.

Blizny z przeszłości

Z chwilą, gdy przychodzimy na świat rozdarci jesteśmy pomiędzy dwiema siłami- tym co w nas pierwotne, czyli w co wyposażyła nas natura, a tym czego pragnął od nas rodzice. Od wewnątrz rozpierani jesteśmy zatem wrodzonym temperamentem, tym jak organizujemy sobie nasz świat, klasyfikujemy doświadczenia, jak intensywnie przeżywamy różne rzeczy, jakie mamy pragnienia, czy też jaką posiadamy aktywność poznawczą. Z drugiej zaś strony napotykamy wielką siłę ideałów naszych poprzedników, które odruchowo nadawane są nam przez rodziców. Niemal z marszu mianowani jesteśmy do kontynuacji bardzo różnych wzorców, które mimo że nieświadomie, to jednak intensywnie odzywają się w postawach rodziców. Dobrze się przypatrując zauważymy, że nierzadko dzieje się tak już na etapie nadawania imienia. Rodzice projektują na nas swoje pragnienia i nadzieje, i to właściwie od pierwszych chwil naszego życia. Dorośli przypisują nam różne cechy, intencje, wartości, wzory zachowania- czyli schematy, które niekoniecznie faktycznie należą do nas samych. Nic, gdy owe oczekiwania idą w parze z faktycznym temperamentem niemowlęcia. Gorzej bywa, gdy ujawniają się rozbieżności, wtedy bowiem rozczarowanie rodziców może być tak ogromne, że z trudem przyjdzie im bezwarunkowa akceptacja. Nam z kolei, w nieszczęśliwym udziale przypadnie odegrać rolę z góry ustalonego scenariusza, o który to udział niekoniecznie prosiliśmy.

Zdarza się więc, że dla dziecka ciężar tych narzuconych projekcji jest naprawdę trudny do realizacji i pogodzenia z wewnętrznymi siłami. Zderzenie tak przeciwstawnych wektorów niesie za sobą ryzyko przeżywania wielu nieprzyjemnych konfliktów. Do wyboru mamy bowiem stać się niewolnikami sztywnego planu, lub podjąć sprzeciw, który zawsze jest niezwykle kosztowny.

Gdy dorośnie zostanie lekarzem

Dzieci, w pewnym sensie mają być jak lustra, w których rodzicom miło jest się przeglądać. Dlatego też, gdy odzwierciedlają wartości uznawane przez dorosłych, czyli są niejako kontynuacją cech przodków, to wówczas z łatwością zasługują na miłość i gratyfikację. Natomiast los tych, którzy nie wpisują się w preferowane kanony, może być naprawdę trudny.

Zatem od samego właściwie początku, przychodzi nam stanąć w pojedynku z tym, co nasze własne, a tym czemu każdy z nas ma w pewnym sensie służyć. To jak uporamy się z tym konfliktem, oraz to jak znosić będziemy owo rozdarcie i sprzecznie działające siły, stanowić będzie w przyszłości o tym, kim się staniemy.

Odpędzić sidła przodków

Dzieciństwo jest okresem pełnym trudnych dylematów i nieskończonej liczby wewnętrznych konfliktów. Większość z nich jest nieunikniona, ma charakter rozwojowy, i jak zostało już powiedziane, wyznaczać będzie w przyszłości naszą osobowość. W tych przeżyciach najczęściej też pozostajemy sami. Najczulsi nawet rodzice, nie będą w stanie nas przed nimi uchronić, bowiem oni sami staną się w którymś momencie obiektem kłopotliwych rozstrzygnięć: jak na przykład gdzie splata się linia pomiędzy miłością, a nienawiścią do nich? Mowa tu o przeżyciach, które nie zawsze są przeżywane na świadomym poziomie.

Zatem, czy z chwilą gdy sami stajemy się rodzicami mamy szansę, by wesprzeć jakoś nasze dzieci? Czy pozostaje nam jedynie bierne przyglądanie się nieuniknionemu procesowi, który wyznaczyła dla nas natura? Powróćmy na moment do przodków i ran niegdyś przez nich zadanych. Trzeba wszak wiedzieć, że potrafią one trwać latami. Odbijają się echem w kolejnych pokoleniach, przyjmują różne maski, wyznaczają nasze postawy, wyrokują naszą mentalność, sposób myślenia, a także nastawienie do siebie i świata. Powtarzane, zadają cios kolejnym generacjom, a w pierwszym uderzeniu naszym dzieciom. Co smutniejsze, nam samym nie przynoszą zaspokojenia, nie uciszą żądzy zemsty, nie spłacą długów, nie ukoją poczucia winy. Powielanie dawnych schematów pozostanie daremne dla naszego samopoczucia, tym bardziej więc warto świadomie wyrzec się tych powtórzeń.

Trzeba więc wykazać się tą nie lada siłą by odrzucić spadek po przodkach. Warto bowiem pamiętać, że odmawiając powielenia dawnych scenariuszy (głównie popełnionych błędów) możemy znacząco ułatwić naszym dzieciom pojmowanie świata.

Dziecko musi mieć szansę być ‘nowym’

Przygotowując się do roli rodzica dobrze jest poddać się żałobie po własnych dziecięcych związkach z najbliższymi. Porzucić stare konflikty, by nasze pociechy, w spuściźnie nie miały przymusu dokończenia walki tam, gdzie my sami ją przerwaliśmy. Dzieciom musimy umieć podarować wolność, nawet jeżeli my sami jej nie doświadczyliśmy. Dziecko musi otrzymać szansę bycia kimś zupełnie nowym.

Literatura:

B. Cramer (2008), „Co wyrośnie z naszych dzieci?”, Wydawnictwo Nisza

Magdalena Tymińska
psycholog

baner MT