Wychowują czy psują? Role babci i dziadka we współczesnej rodzinie.

Wielopokoleniowość rodziny towarzyszyła człowiekowi od początku dziejów i była czymś zupełnie naturalnym. Nic dziwnego, niosła przecież ze sobą same korzyści: wspólna troska o gospodarstwo domowe, dzielenie się obowiązkami zależnie od stanu zdrowia i sił, opieka w niedołęstwie oraz, współcześnie niedoceniane, przekazywanie dziedzictwa, czyli życiowej mądrości seniorów rodu. Dziadkowie darzeni byli wielkim szacunkiem, a wnuki czerpały od nich nie tylko dar czasu, ale przede wszystkim szerokie spojrzenie na świat i życie, wiedzę na temat relacji międzyludzkich, nieskończone źródło wspomnień i opowieści, żywą lekcję historii…

Jak dzisiaj wyglądają role babci i dziadka?

Kim są współcześni dziadkowie i co mogą zaoferować swoim wnukom? Tak samo, jak wiele lat temu, są skarbnicą wiedzy i doświadczeń. Przeżyli w końcu przynajmniej 20 lat więcej niż rodzice, mieli do czynienia z zupełnie innym systemem społeczno-kulturowym; wychowali co najmniej jedno dziecko, a więc przeszli przez prawdopodobnie wszystkie etapy rozwoju rodziny (od narzeczeństwa do tzw. „pustego gniazda”) i wrzuceni byli w niejedną życiową role (męża, ojca, teścia, szwagra…). Patrząc więc obiektywnie, dziadkowie faktycznie wiedzą więcej niż młodzi rodzice. Czy mają jednak prawo, by tę wiedzę narzucać i „wtrącać się” do wychowania swoich wnuków?

Czy dziadkowie mogą wtrącać się w relacje panujące w młodej rodzinie?

W tym miejscu pojawia się delikatny i trudny temat granic w rodzinie. Prawdopodobnie przy zdrowych relacjach między członkami rodziny, czyli przy pełnej akceptacji i szacunku wobec każdego  z nich, temat „wtrącania się dziadków do wychowania” rozbije się o zwyczajną rozmowę obu stron: dziadkowie poradzą jak uspokoić płaczącego malucha, podpowiedzą jak wykąpać noworodka, z zachowaniem delikatności skrytykują zbyt długi czas spędzany przez trzylatka przed telewizorem. Rodzice zastosują się do tych porad bądź nie, może przedstawią dziadkom nowatorski pomysł odżywiania kilkulatka albo podyskutują z nimi na temat stosowania klapsów. Obie strony zaakceptują odmienne zdania czy metody wychowawcze i nie ucierpi na tym ich relacja ani niczyje ego.

Tak wyglądałby obraz idealny, o którym większość rodzin może jedynie pomarzyć. Niestety batalia o wychowywanie wnuków jest często kontynuacją trudnych relacji dziecko-rodzice lub, jeszcze gorzej, brakiem akceptacji rodziców wobec partnera swojego dziecka (czyli odwieczny konflikt teściowie – zięć/synowa). W tej sytuacji warto pamiętać, że zwykła rozmowa z dziadkami rzadko przyniesie rozwiązanie, ponieważ problem tkwi głębiej. Trzeba więc bronić swoich granic i granic swojej rodziny i kiedy jest taka potrzeba, powiedzieć: Mamo, tato, doceniamy Waszą uwagę w tej sprawie, ale jesteśmy innego zdania i będziemy robili inaczej.

Co dla mnie jest najważniejsze?

Najważniejsze, by pamiętać o tym, że na pierwszym miejscu jest teraz moja rodzina (czyli ja, partnerka i nasze dziecko/ dzieci). Jeśli moja mama krytykuje moją żonę, powinienem stanąć po stronie swojej partnerki. Jeśli mój ojciec na oczach moich dzieci podważa autorytet mojego męża, staję po stronie mojego partnera. Dzieci widzą wtedy, że rodzice stoją za sobą murem, a to daje im poczucie bezpieczeństwa i utwierdza, kto pełni główną rolę w ich wychowaniu (a taką powinni pełnić właśnie rodzice). Niezależnie od tego, jak wiele zawdzięczamy rodzicom i jak dobrymi są ludźmi, w sytuacji międzypokoleniowego konfliktu młoda rodzina powinna trzymać się razem. To jej jedyna szansa na pozytywną przyszłość.

Czy dziadkowie powinni rozpieszczać wnuki?

To kolejny dylemat, przed którym stoją młodzi rodzice. I włos im się jeży na głowie, gdy po tygodniach walki o zjadanie warzyw, dziecko po wizycie u dziadków odmawia ich, na przykład dlatego, że "po uszy" przepełnione jest czekoladowym ciastem. Czy tak może być? Oczywiście!

Kto, jak nie dziadkowie nagnie trochę codzienne domowe zasady i uwolni od zakazów i nakazów, które wpisane są w trud wychowania? Dziadkowie z założenia mają z wnukami niepowtarzalną i wyjątkową więź opierającą się po prostu na miłości i nie obciążoną mozolną pracą wychowawczą, która spoczywa na rodzicach. Stąd właśnie dziadkowie są od wielogodzinnej zabawy, niekończących się pytań i odpowiedzi, niepospiesznych spacerów i obserwacji świata. Kojarzą się z beztroską dzieciństwa i skarb zdobył ten, komu udało się takiej relacji zaznać. W okresie dorastania starsi dziadkowie są też wspaniałą furtką do przeszłości, dziejów rodziny, ale też źródłem porad życiowych, często zupełnie różnych od tych, które dają rodzice.

Tak wygląda więź dziadków z wnukami w normalnej sytuacji, tzn. kiedy faktycznie są dziadkami, a nie pełnią roli rodziców! Niestety część rodziców przyjęła rozwiązanie „pełnoetatowej darmowej opieki babci i dziadka”, podczas gdy sami pracują do późnych godzin wieczornych, a swoje dzieci znają jedynie z opowieści lub ewentualnie z wolnych weekendów.

Nie ma w tym nic złego, jeśli powyższe rozwiązanie jest tymczasowe, dobrowolne dla obu stron, poparte okolicznościami życiowymi, stosowane z umiarem i zdrowym rozsądkiem.

Często jednak wiąże się ono właśnie z tym, że na dziadkach spoczywa cały trud wychowania dziecka, niejednokrotnie podszyty pretensjami rodziców o jakość tego wychowania. Skutki takiego układu mogą być zgubne i długofalowe dla wszystkich: rodzice tracą kontakt z dzieckiem, a relację tę jest bardzo trudno odtworzyć; dzieci są zagubione w rolach w swojej rodzinie (kto tu właściwie rządzi?), tęsknią za rodzicami, mają niedosyt uwagi i miłości (mogą go wyrażać przez złe zachowanie, ale też problemy emocjonalne, szkolne itp.); wreszcie dziadkowie czują się wykorzystywani, przeciążeni obowiązkami i, paradoksalnie, tracą przywilej bycia prawdziwymi dziadkami…

Czy taki już los dziadków, że muszą zajmować się wnukami?

Babcią i dziadkiem zostają już nawet czterdziestolatkowie i młodsi, czyli tak naprawdę ludzie w kwiecie wieku i pełni sił, 17 lat przed emeryturą. Ale również 70-letnia emerytka może mieć zupełnie inne plany na jesień swojego życia niż spędzanie jej wśród zupek i kreskówek. Pomoc dziadków przy dzieciach jest niezwykle cenna, ale nie jest obligatoryjna!

Oczywiście zobowiązania rodzinne i minimum kultury wymagają od dziadków, żeby interesowali się swoimi wnukami i starali się mieć z nimi dobry kontakt (rodzice powinni do kontaktu zachęcać także wnuki, szczególnie starsze), ale nikt nie powiedział, że wraz z urodzeniem się wnuka w spokojne ustabilizowane życie ludzi wchodzi nagle rola niani, guwernantki, kucharki, pokojówki, trenera, prywatnego ochroniarza, a czasem także sponsora.

Dziadkowie mają tutaj prawo powiedzieć stanowcze „nie”, a rodzice powinni je uszanować. Poza pełnoetatową opieką można przecież liczyć na inny rodzaj pomocy i wsparcia, którego dziadkowie z pewnością nie odmówią. Po prostu trzeba ze sobą rozmawiać.

W tym miejscu przytoczę słowa znanej terapeutki rodzinnej Virginii Satir: „Nie widzę nic złego w korzystaniu z pomocy członków rodziny, tak długo, jak długo jest to wynikiem dwustronnego porozumienia, przy uwzględnieniu życiowych potrzeb obu stron. Żądania typu: „Musisz to zrobić, w końcu jesteś moją matką” czy też „Musisz mi pozwolić to zrobić, przecież jestem Twoją córką” zmieniają cały proces negocjacji dotyczących pomagania sobie w walkę o władzę. Niestety bardzo często pomija się w tych rozgrywkach dobro dzieci. (…) członkowie rodzin bardzo często szantażują się nawzajem w imię wzajemnych więzów i łączącej ich miłości. Jest to jednym z powodów ogromnego cierpienia, jakie odczuwają członkowie wielu rodzin.”(Satir, 2005).

  Dorota Kaliciak
psycholog i pedagog

 Literatura:

 V. Satir, (2005), Rodzina – tu powstaje człowiek. Gdańsk: Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne