„Żądam” i „zabraniam”- gdzie kończy się wychowanie, a zaczyna przemoc?

Przemoc w innej masce

Świadomość współczesnych rodziców, o tym jak tworzyć więź ze swoim dzieckiem i konstruować jego osobowość, jest nieporównywalna z tą, w którą wyposażeni byli nasi ojcowie. Z tytułu tamtej niewiedzy, wielu dzisiejszych rodziców wyrastało z silnym przyrzeczeniem – „nigdy nie zrobię tego swojemu dziecku” – i teraz faktycznie, dokładają wszelkich starań, by nie powielać własnych krzywd.  Żaden przytomny ojciec, czy matka nie chce zadawać cierpienia własnemu dziecku. Stąd też, współcześni rodzice coraz chętniej sięgają po inne style wychowawcze, oparte na dialogu i partnerstwie. Wielu bez trudu zrezygnowało z kar fizycznych, których nierzadko sami doświadczali. Wielu ofiarowało też swoim pociechom bez porównania szerszy horyzont norm, nie wprowadzając zbyt wąskich reguł na to, co wolno, a co jest zabronione.

Przypatrując się bliżej, w wielu rodzinach odnajdziemy niestety klątwy przeszłości. Stare, utarte schematy, mimo że pod inną postacią, wciąż jednak obowiązują. Wielu rodziców, nawet jeżeli potrafi w świadomy sposób wyrzec się konkretnych reakcji, np. dawania klapsów, to nie zauważa niestety, że znaczna część ich zachowań ma wciąż wspólny mianownik z tym, czego tak bardzo pragnęli uniknąć.

Szybkie rozwiązania, to zazwyczaj złe rozwiązania

Wychowywanie, to nieustanny potok stawianych granic i frustracji, jakie wymierzamy naszym dzieciom. W tym szalenie trudnym i dynamicznym procesie nie da się więc nie popełnić błędów. Dlatego warto przypatrzeć się, czy metody po które najchętniej sięgamy do wywierania wpływu, nie poniżają i nie uderzają w godność małego człowieka. Granica między wychowywaniem, a nadużywaniem władzy jest naprawdę trudna do doprecyzowania. Tym bardziej więc trzeba wiedzieć, że wykorzystywanie faktu zależności dziecka może oznaczać, że sami niepostrzeżenie wpadliśmy już w pułapkę zbyt chętnego sięgania po szybkie i łatwe rozwiązania. Maluchy zawsze są słabsze i nigdy nie będą skutecznie się bronić, kuszące mogą się zatem wydawać te metody podporządkowania, które w swej naturze wiele już będą miały wspólnego z podstępem i manipulacją. Nazwijmy więc te metody po imieniu, to przemoc psychiczna.

Nieświadome nawyki

Nikt z nas nie chciałby celowo wejść w rolę oprawcy. Wielu też wyraziłoby zdecydowany sprzeciw, gdyby ich zachowania nazwać przemocą psychiczną. Trudno jest się do niej przyznać, zawsze znajdziemy wobec niej jakieś usprawiedliwienie, nadając uzasadnienie własnym zachowaniom. Tymczasem przemoc psychiczna jest dramatycznie powszechnym zjawiskiem. Mowa tu nie tylko o zachowaniach wprost agresywnych, jak krzyki, obelgi, czy wyzwiska. Przemoc psychiczna bywa bardziej wyrafinowana i zdradliwa. Zawsze wykorzystuje bezradność dziecka, zawsze wiąże się z jego upokorzeniem i nawet jeżeli nieświadoma, zawsze nastawiona jest na osiągnięcie celu, którym jest podporządkowanie. Zatem nie tylko „złe słowa” należą do tej mało chwalebnej kategorii. Przemocą mogą być także czyny, gesty, mimika. Często mówimy o bardzo subtelnych zachowaniach, które potrafią wprawiać w lęk i popłoch nasze dzieci. A to z kolei zawsze oznacza ich cierpienie.

Gdy mama się nie odzywa

Manipulacje, do których odwołują się dorośli, bywają doprawdy pomysłowe. Bardzo częstym przykładem jest tak powszechnie występujące „obrażanie się”. Dzieci źle znoszą odcięcie kontaktu ze strony swoich rodziców, pragnąc go odbudować zrobią wszystko. Niestety dla wielu dorosłych to tylko woda na młyn, triumfując nad drugim człowiekiem potrafią w nieskończoność przeciągać chwile dramatycznej ciszy. Wielokrotnie w takich momentach to dzieci wykazują się większą dojrzałością. Zadają pytania wprost –„gniewasz się na mnie?”– poszukują dialogu, wychodzą naprzeciw. Te starania o uwagę, dla wielu rodziców, będą zbyt uwodzące, by tak łatwo z nich zrezygnować i odbudować relację na nowo.

Podobnie jest ze wzbudzaniem poczucia winy, czy straszeniem – „ten piesek cię zaraz ugryzie”, „babcia przestanie cię kochać, jeżeli w tej chwili tu nie przyjdziesz” – w tych kategoriach dorośli potrafią wykazać równie wielką twórczość.

Należy także wspomnieć o umieszczaniu dzieci w rolach, które do nich nie należą –„idź do taty i powiedz mu, że nie przyszyję mu guzika, bo mnie dziś boli noga”. W niektórych rodzinach dziecko musi wykonać wiele takich kursów, nim rodzice rozładują swoje frustracje. Pamiętajmy, że są to role, których maluchy nie rozumieją i zawsze będą wobec nich bezbronne. Oznacza to, że takie sytuacje zawszę będą bolesne i trudne do udźwignięcia. Budzić także będą wiele niepokoju i lęku, dlatego wciąganie ich w takie rozgrywki jest potwornym nadużyciem.

Wielka dziura w samoocenie

Każdy, kto dobrze poszpera we własnych wspomnieniach, natknie się na tego typu wpadki, zadane niegdyś przez naszych bliskich. Takie wydarzenia, gdy są incydentalne nie czynią aż takich spustoszeń, bardziej są źródłem nieprzyjemnego stresu. Jeżeli rodzice uważnie przyglądają się własnym zachowaniom, mają szansę na podjęcie działań naprawczych. Gdy przytrafia się sytuacja, w której nadużyte zostało nasze dziecko, wystarczy wówczas zwykła rozmowa, w której adekwatnie do wieku, wyjaśnimy całe zajście. Starajmy się przywrócić w niej porządek świata, a przede wszystkich poczucie bezpieczeństwa.

Jeżeli jednak zachowania takie stają się normą i wypełniają codzienny repertuar interakcji z dzieckiem, należy spodziewać się wielkich zranień w tej małej istocie, które odzywać się będą przez całe jej dalsze życie. Osoby dorastające w takiej przemocowej atmosferze zmagają się z zaniżoną samooceną. Stają się łatwym celem nadużyć, często mają trudności ze stawianiem granic. Nie potrafią o siebie walczyć, a gdy już to robią zmagają się z często z poczuciem winy. W przyszłości będą miały kłopot z braniem tego co dobre i hojne. Pokutował będzie schemat, że zbyt wiele im się nie należy, bo przecież to one stworzone są do zaspokajania potrzeb innych. W swoim życiu, w pogoni za poczuciem własnej wartości, rozpaczliwie gubić będą samych siebie.

Magdalena Tymińska
psycholog